czwartek, 7 maja 2015

Ławka

Każdy ma miejsce do którego lubi wracać. Takie miejsce, z którym wiąże dużo wspomnień. Też mam takie miejsce, a w sumie to ławkę. Byłam dziś w miejscu, gdzie ta ławka stoi. Czuję, że powoli coś zaczyna do mnie docierać, że coś zaczynam rozumieć. Zbieram się na odwagę by wrócić do tego co już było i nie wróci. Chcę zmierzyć się z przeszłością ale chyba wciąż nie potrafię. 


Podejmuję wiele wyzwań ale gdy chodzi o życie prywatne to tchórz ze mnie. 9 maja 2012 roku na tej ławce zdarzyło się coś ważnego dla mnie. Za 2 dni będą 3 lata od dnia kiedy to wydarzenie miało miejsce. Czuję, że muszę tam wrócić i chciałabym wreszcie zdobyć się na odwagę, by raz na zawsze przepracować to co było i zapomnieć o tym. 

wtorek, 5 maja 2015

O marzeniach i planach- wiem już czego chcę!

Wiele razy myślałam o tym, kim chciałabym być w życiu Jak już udało mi się to ustalić, to życie zweryfikowało moje plany bardzo szybko. Marzyłam o tym, że będę studiowała prawo. Bałam się, że nie dam rady, że to trudne studia i że po prostu wylecę. Myślałam, że skoro kocham matematykę to do końca życia pisana jest mi tylko ona. Zrezygnowałam ze składania dokumentów na prawo i wybrałam kierunek ekonomiczny. Wciąż marzyłam o tych studiach prawniczych i wciąż byłam nieszczęśliwa. Po dwóch latach studiów ekonomicznych miałam dosyć. Powiedziałam sobie, że jakoś dokończę ten licencjat ale idę też na wydział prawa. Nie wybrałam wprawdzie kierunku prawo ale w pełni się tutaj realizuję i czuję, że to miejsce dla mnie. Myślę o doktoracie z prawa. Chciałabym pracować ze studentami. Czuję, że ten wydział to miejsce dla mnie.
Wali mi się życie uczuciowe, a ja siedzę w holu mojego wydziału i wszystko wydaje mi się proste. Śmieję się sama do siebie, że może nawet z tego siedzenia tutaj znajdę męża. Wiem, to niepoważne i naiwne, ale takich myśli teraz potrzebuję, by zapomnieć i posklejać jakoś to swoje życie. 
Zastanawiam się, czemu wciąż wracam do tych marzeń i akurat tutaj nie mogę odciąć się od przeszłości? Nic nie przychodzi mi do głowy. Nie umiem znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Wiem tylko, że gdy nic nie wychodzi to warto posiedzieć w holu wydziału prawa. To taka moja terapia i sposób na pozbycie się bólu. Czy pomoże? Mam nadzieję, że tak. 
Ale nie o tym miałam dzisiaj pisać. Miałam nie skupiać się na tym, jak jest mi źle, ale na tym, o czym  marzę.
Marzę o tym, żeby ułożyć to swoje życie i jakoś znaleźć swoje miejsce na ziemi. Wiem już czego chcę i chyba zrobiłam krok w przód. Nie udało mi się studiować prawa, bo zabrakło mi odwagi. Ale wiem już, że na 100% chcę zrobić doktorat z prawa. Wreszcie mam odwagę, by przyznać się do tego, że chcę, żeby prawo było w moim życiu. Chcę pracować ze studentami. Chcę kontaktu z ludźmi, bo to kocham. Jeśli mi się uda, obiecuję, że będę najlepszym wykładowcą. Stawiam sobie cel tak, jak wtedy, gdy pierwszy raz zaczęłam ćwiczyć z Ewą Chodakowską. Tak, jak wtedy, gdy powiedziałam, że rzucam batoniki. Potrzebuję w swoim życiu celu i czegoś, na czym będę mogła się skupić. To mi pomaga. 
Mam dosyć myślenia o tym, czego chcę i o tym, czego nie będę miała. Niespełnione marzenia bolą najbardziej! Ja coś o tym wiem. Dlatego pora przestać o nich myśleć, a czas je spełniać! Ta sesja będzie trudna, muszę dokończyć pierwszy kierunek studiów, obronić się i ostro pracować przez wakacje. Z czymś przecież trzeba będzie iść do dziekana, by przekonać go, że to akurat ja powinnam zostać na doktoracie. Nie poddam się, bo zawodowo się nie poddaję. Poddaję się prywatnie, ale o tym o już kolejnym razem.

sobota, 2 maja 2015

Z mamą w jednej szkole

Wiele razy w swoim życiu słyszałam, że dzieci nauczycieli mają prościej, że mam mamę nauczycielkę a to dużo ułatwia. Kiedy byłam młoda, chciałam z tym walczyć. Dzisiaj wiem, że słowa ranią, a my nie mamy na to wpływu. 
Miałam to szczęście albo pecha, że mieszkałam blisko osiedlowego gimnazjum. Gimnazjum, w którym uczyła moja mama. Są rodzice, którzy będą wozić dzieci na drugi koniec miasta do lepszej szkoły. Moi do takich nie należeli. Uważali, że lepiej dać mi się wyspać dłużej rano i zaoszczędzić wszystkim kłopotów związanych z dojazdami. Twierdzili, że gimnazjum blisko domu jest również dobre i że bez problemu będę po nim mogła iść do wymarzonego liceum w innym mieście. I mieli rację. Zaoszczędzili mi tego porannego wstawania, ale żeby nie było tak fajnie to w zamian dostałam chodzenie do tej samej szkoły w której mama uczy.
Trochę już się zestarzałam i patrzę na to zupełnie inaczej. Mimo tego chcę dzisiaj poruszyć ten temat bo mam nauczycielek jest dużo. Dużo też dzieci, które spotykają się z taką sytuacją, jak ja.
Można powiedzieć, że miałam trochę szczęścia, bo mama uczyła mnie tylko 2 lata. Nie wiem, jak wyglądają dzisiaj przepisy prawne i czy takie sytuacja są możliwe. Pewnie są, bo przecież jak prawo miałoby to uregulować? Czego chcielibyśmy? Zapisu w ustawie w stylu: uczenie swojego członka rodziny jest zabronione? Trochę bez sensu.
Chciałabym mamom nauczycielką, które znalazły się w takiej sytuacji udzielić wskazówek i podpowiedzieć co powinny robić. Chciałabym też dzieciom tych mam powiedzieć, jak sobie z tym radzić. I tak się zastanawiam, od czego zacząć? I czy w ogóle da się ten problem rozwiązać?
Drogie mamy, zróbcie wszystko by uniknąć tej sytuacji. Starajcie się szukać innych rozwiązań, próbujcie tak zamienić godziny, by nie uczyć własnego dziecka. Sam fakt, że chodzicie do jednej szkoły jest już wystarczająco trudny. Wiem, powiecie, że nie zawsze tak się da. I macie w 100% rację. I co wtedy? Możecie oddzielić życie zawodowe od pracy i wymagać od własnego dziecka, jak od każdego innego. Możecie nie mówić co będzie na sprawdzianie, nie pomagać w zadaniu domowym i pytać na lekcji jak każde inne dziecko. Tak byłoby najprościej, ale to i tak nic nie da. Dzieci mają to do siebie, że i tak będą mówić, że faworyzujecie swoje dziecko. Możecie też zupełnie odwrotnie jasno i wyraźnie na każdym kroku podkreślać, że to Wasze dziecko, ale to chyba jeszcze gorsze.
Zastanawiam się, czy jest z tej sytuacji jakieś wyjście? Czy ja i moja mama coś przeoczyłyśmy i coś zrobiłyśmy źle czy po prostu tak już musi być, że to zawsze będzie pewnego rodzaju problem i dyskomfort? A Wy jak myślicie? Spotkaliście się z taką sytuacją w swoim życiu?